Czy radny Kosior zdekomunizuje Starostwo Powiatowe?

autor

Zamiast „dobrej zmiany” czekają nas zmiany nazw na dobre. Radny Bolesław Kosior z PiS wykazał się nadgorliwością większą od IPN-u i zachęca do weryfikacji życiorysów patronów krakowskich ulic. Czy m.in. Słomczyńskiego, Przybosia i Broniewskiego wkrótce znikną z mapy naszego miasta?

O projekcie „dekomunizacji” napisała „Gazeta Krakowska”. IPN rozważa zmianę nazw sześciu ulic, ale prawdziwy rozmach zaprezentował radny Kosior, dorzucając do podejrzanej, czerwonej puli jeszcze dwadzieścia jeden nazw! Nie wiadomo, czy wszystkie dosięgnie miecz lokalnego prawa i sprawiedliwości dziejowej. Pamiętać należy jednak, że – jak pisał św. Mateusz – „wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną”.

Doceniam ideę, aby na tabliczkach z nazwami ulic umieszczać nazwiska wyłącznie kryształowych ludzi. Natomiast, redukując sprawę do absurdu, obawiam się, kim ostatecznie okażą się ci kryształowi w magicznym mieście, w którym jeszcze niedawno o Janie T. mówiono: „człowiek o nieposzlakowanej opinii”.

Z kolei mieszkańcy felernych ulic obawiają się przede wszystkim kosztów, które pociągną za sobą zapowiadane zmiany. Ich obaw nie podziela radny Kosior, zapewniając, że koszty dekomunizacji poniosą… samorządy. Czyli my wszyscy. Zapachniało „socjalizmem”? No to za moment nim zawieje.

Bolesław Kosior jest nie tylko radnym miejskim, ale również – jak i większość krakowskich rajców przyspawanych do stołków w sektorze publicznym – dyrektorem w Starostwie Powiatowym. Gdzieś przecież musi pracować. To taki „przydział pracy” w nowoczesnej odsłonie. Kilka miesięcy temu opisywałem, jak starostwo wydało 17 500 złotych na szkolenie z dostępu do informacji publicznej. Pieniądze te wyrzucono niestety w błoto, ponieważ kiedy zwróciliśmy się do Starostwa o udostępnienie informacji publicznej, zamiast odpowiedzieć samodzielnie, wystąpiło ono do kancelarii prawnej o opinię w sprawie. Wydano więc 17 500 złotych na szkolenie, a kiedy wpłynął wniosek o udostępnienie informacji, wyręczono się prawnikami, którym Starostwo Powiatowe… płaci rocznie ponad 100 tysięcy złotych.

Przypomina mi to klimat z filmów Barei, kiedy to ludzie pracowali gdzieś „ogólnie” lub „w charakterze”, a etaty mnożono tak, że nawet szatnia w kawiarni miała swojego kierownika. Bezproduktywny, bezsensowny i pozbawiony ekonomicznego uzasadnienia „socjalizm”, który często tkwi jeszcze wielu polskich umysłach. Dlatego przestrzegam przed dekomunizacyjnym obłędem, bo nigdy nie wiadomo, kto ostatecznie okaże się „czerwoną owcą” z sercem bijącym po lewej stronie. A radnych, którzy zamierzają poddawać wnikliwej weryfikacji życiorysy z ubiegłego stulecia, zachęcam do  uważniejszego zajęcia się stanem krakowskich ulic, a nie ich nazewnictwem.

Zdj. tytułowe radnego Kosiora: krakow.pl

Komentarze

  1. […] W czwartek radni odbyli burzliwą debatę, w której uczestniczyli przedstawiciele IPN-u. Wstępnie zaproponowano wcielenie Prądnika Czerwonego do Prądnika Białego. – Mieliśmy obawy, czy z takiego połączenia nie powstanie przypadkiem Prądnik Różowy lub, nie daj Boże, Prądnik Tęczowy. Z kolorami trzeba ostrożnie – tłumaczył ekspert dekomunizacyjny krakowskiego PiS, radny Bolesław Kosior. […]

Dodaj komentarz

Ostatnie w kategorii "Dwójka"

filipiny blog filipiny ceny siquijor island
Idź na górę