Rodzinka Stokowskich przekonuje do igrzysk

autor

Na miejskich plakatach referendalno-propagandowych czuć lekką nutkę fałszu. Coś w nich nie gra. I nawet nie to, że hasła są wziętę z kapelusza i to, że ich treść pokazuje, że w mieście mają nas za idiotów, którzy uwierzą, że jak bez igrzysk nie potrafią poradzić sobie z problemami, to poradzą sobie jednocześnie i z tymi problemami i z drogą, słomianą inwestycją.

Ale nie o to chodzi. Raczej o to, że licówki to w Polsce raczej rzadka rzecz, uśmiechnięty kierowca w Krakowie to wyjątek, a szczęście bijące od nich od razu sugeruje, że jest u nich co najmniej tak dobrze jak u Państwa Stokowskich. I nie ma się co dziwić, że wszyscy są tacy radośni, bo to rzeczywiście jest Rodzinka Stokowskich. Tyburowi znalezienie ich na Shutterstocku zajęło kilka minut i okazało się, że do igrzysk przekonują nas: „beautiful small coffee shop owner standing in facade”, „handsome mature man” i „the young man behind the wheel”. I niby fotki ze stocków to kampanijny standard, ale jest to też dość wyjątkowa kampania. Może po prostu żaden krakus nie chciał swoją twarzą firmować szantażu?

Nie wiem jak wy, ale ja panu Handsome Mature zbytnio nie ufam. Pani Beautiful i Panu Behind the Wheel też nie. Bardziej ufam krakusom, a od tych bez przerwy słyszę, że mają dość tego, co (i za ile) miasto i jego komitetowa przybudówka wyrabiają przy okazji igrzysk.

Oby tylko frekwencja nie zawiodła, bo jak zawiedzie to usłyszymy, że 80 proc. mieszkańców miasta wyraziło cichą zgodę i dopiero wtedy zacznie się dziać. Kto wie, może nawet zamiast Vistuli będzie Hugo Boss? 😉

PS1. Czy też czujecie się jak w teatrze absurdu, gdy widzicie jak władze miasta zamiast zrobić to, czego oczekują od nich mieszkańcy miasta, za ich pieniądze wynajmują pijarowców, którzy mają przekonać mieszkańców miasta, że tak naprawdę chcą nie tego, czego chcą, tylko dokładnie czegoś innego, czyli tego czego chcą władze miasta (uff, ta polityka…) oraz  wąska grupa osób skupiona wokół komitetu. A jedni i drudzy bardzo chcą żeby ta szopka trwała dalej.

PS2. (Coś ostatnio lubię te PSy) Ciekawe też dlaczego – jak nakazywałyby poszanowanie pluralizmu i przyzwoitość – władze miasta nie przeznaczyły połowy (już nie mówię 90 proc.) wykupionych powierzchni reklamowych na zaprezentowanie opinii drugiej strony sporu. To miasto nie jest w końcu folwarkiem. Debata publiczna nie powinna być propagandą. A jest. Dlaczego?


Komentarze

Dodaj komentarz

Ostatnie w kategorii "Miasto"

Rozwaliliście mi miasto!

W debacie publicznej lubię wyważone, racjonalne i nie emocjonalne argumenty. W Krakowie,
filipiny blog filipiny ceny siquijor island
Idź na górę