„Wszechświat” w obliczu katastrofy? [WYWIAD]

autor

Wciąż funkcjonujemy, ale w zasadzie balansujemy na krawędzi skromnej egzystencji i upadku – mówi Aleksander Koral z Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika. Najstarsze polskie czasopismo popularnonaukowe może wkrótce dokonać żywota. Jego działalność zależy od niepewnej i niestałej dotacji ministerialnej. „Wszechświatowi” grozi prawdziwa katastrofa.

Rozmawiamy w redakcji kwartalnika „Wszechświat”, najstarszego popularnonaukowego pisma w Polsce, wydawanego przez Polskie Towarzystwo Przyrodników im. Kopernika. Mimo że to ścisłe centrum Krakowa, wcale nie tak łatwo tu trafić.

Aleksander Koral: Znajdujemy się kilka kroków od Teatru Bagatela, jednego z najbardziej ruchliwych miejsc w centrum. Aby dotrzeć do redakcji, trzeba po wejściu do klatki przy Podwalu 1, na parterze, wejść do pierwszych drzwi na lewo, a nie wchodzić po schodach. Dlatego mógł pan mieć na początku kłopot z odnalezieniem drogi.

Wydaje się, jakby czas stanął tu w miejscu.

Pomieszczenie nie było odnawiane ani malowane od lat 50. zeszłego wieku. W redakcji przechowujemy przede wszystkie archiwalne numery „Wszechświata”, ale mamy też inne bardzo ciekawe zbiory, w tym bibliotekę – publicznie dostępną, dziś niestety odwiedzaną dosyć rzadko. Razem kilkanaście masywnych stert papierów. Do tego dochodzą drobiazgi, które na pewno pamiętają lepsze dla Towarzystwa czasy.

Istne góry stert.

Tak, redakcja jest maksymalnie zagracona. Rzeczywiście nie mamy środków, żeby doprowadzić to wszystko do porządku. Ale cieszymy się, że mamy ten lokal. Nieraz wisiało nad nami widmo wyprowadzki z powodu braku środków. Niedawno większą część przestrzeni podnajęliśmy sąsiadującej księgarni i teraz zostało tylko to jedno niewielkie pomieszczenie.

Samorząd was nie wspiera?

Wynajmujemy tę powierzchnię od Urzędu Miasta. Rozmawialiśmy z nimi. Nie mogli obniżyć czynszu, bo nie pozwala na to prawo. Ale miasto nas wspiera – rok temu przyznało dotację na obchody 140-lecia PTPK, dzięki czemu mogliśmy zorganizować szereg wydarzeń, w tym uroczystości w auli Polskiej Akademii Umiejętności.

PTPK to organizacja o niemal półtorawiekowej tradycji. Jak to się stało, że w zeszłym roku pojawiło się ryzyko likwidacji Towarzystwa?

Te pogłoski były nieco przesadzone. Wątpię, żeby w najbliższym czasie PTPK groziła likwidacja, ale zagrożone są dwa nasze główne wydawnictwa, wspomniany „Wszechświat” oraz drugi kwartalnik – „Kosmos”. Ten ostatni jest w lepszej sytuacji, bo dostał ostatnio dofinansowanie z MNiSW. W najgorszym położeniu są wydania papierowe „Wszechświata”, na które bardzo trudno o dotacje. Z wydaniem elektronicznym jest lepiej, bo ono może przetrwać nawet przy niskich nakładach finansowych. Poza tym dziś łatwiej o granty na projekty cyfrowe.
Przez wiele lat oba czasopisma były wspierane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zawsze w okolicy kwietnia-maja decydowano o dotacji. Oznaczało to – każdorazowo – ryzyko, bo ministerstwo przyznawało dotację na numery wydawane od stycznia. W 2015 nie dostaliśmy pieniędzy i musieliśmy w trybie awaryjnym znaleźć alternatywne środki na wydanie numerów z tego rocznika.

Kim są czytelnicy „Wszechświata”?

To naukowcy, uczniowie szkół. Nowe numery trafiają do niektórych bibliotek. Prowadzimy też sprzedaż na krakowskim Tygodniu Mózgu, wtedy zainteresowanie jest spore, zamiast standardowych 600 drukujemy 1200 egzemplarzy. Jeszcze dwa lata temu drukowaliśmy 700 sztuk, ograniczyliśmy tę ilość, ale to nie przyniosło oszałamiających oszczędności. Jest grupa stałych odbiorców, którzy prenumerują pismo. Niedawno Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie zobowiązała się do bezpłatnej digitalizacji wszystkich posiadanych przez nas numerów „Wszechświata”, więc może dzięki temu publikowane na jego łamach treści, także te archiwalne, trafią do szerszego grona odbiorców.

Ryszard Tadeusiewicz napisał apelując o pomoc dla „Wszechświata”, że jako rektor AGH zawsze wspierał to pismo, które „inspiruje adeptów nauk przyrodniczych”. Szkoda, że kwoty relatywnie niewielkie, rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie, są skąpione na działalność PTPK.

Tak, zwłaszcza że gros tej działalności to nieodpłatna praca pasjonatów zaangażowanych w popularyzację nauki. Pieniądze idą przede wszystkim na skład i druk „Wszechświata”. Nie mamy internetu w biurze, więc wszystkie prace komputerowe wykonuję w domu.

„Wszechświat” jest wydawany ponad 130 lat, żył przez cały okres PRL. Wówczas władze w jakiś sposób go hołubiły – był lekturą popularną w szkołach średnich, na brak czytelników nie mogliśmy narzekać. Po 1989 wiele wydawnictw upadło, nie potrafiąc zaadaptować się do nowego rynku. My wciąż funkcjonujemy, ale w zasadzie balansujemy na krawędzi skromnej egzystencji i upadku. Przetrwaliśmy dzięki takim dotacjom jak ta z AGH. Środki przekazuje też Polska Akademia Umiejętności. Bez ich wsparcia nasza działalność byłaby niemożliwa.

A mi się wydaje, że mimo tych wszystkich uciążliwości i problemów budżetowych nie traci pan entuzjazmu.

Byłem związany z PTPK od stycznia 1979 roku. Na początku, jeszcze jako student Politechniki Krakowskiej pisałem afisze. Wpadałem na Podwale, gdzie od drugiej połowy lat 50. pracowała moja mama. Towarzystwo i czasopisma tworzą osoby zajmujące się tym bezinteresownie. Ja, pracując na pół etatu, koordynuję wszystkie działania pod względem technicznym. Prowadzę strony internetowe naszych czasopism, zajmuję się logistyką, sprzedażą. Człowiek od wszystkiego. Ale miło jest obcować z ludźmi, którzy tworzą PTPK. To dla mnie duży zaszczyt i motywacja do kontynuowania pracy.

Zdj. Franek Vetulani

Dodaj komentarz