Postawili w parku płot, aby ich dzieci nie bawiły się z waszymi dziećmi

autor

Wpadłem w święta z wizytą do Babci. Babcia, to ważne, mieszka w Dębnikach. Poszliśmy więc razem na spacer do Parku Dębnickiego…

W Parku Dębnickim postawiono apartamentowce, którym nadano oryginalną nazwę Park Avenue. Oryginalne Avenue wynika najpewniej z tego, że deweloper chciał podkreślić, że udało mu się zbudować bloki praktycznie w parku, a Park Residence już w Krakowie jest, więc głupio było by nazwać je Park Park i trzeba było wymyślić coś nowego.

Apartamentowce nigdy nie powinny tam powstać, bo działka była miejska, znajdowała się na obrzeżach parku i ludzie chcieli, żeby była zielona, ale miasto Kraków ją straciło i ta trafiła do Echo Investment. Nie zadbano tam też na czas o plan zagospodarowania przestrzennego, który skutecznie ochroniłby teren przed zabudową, a pozwolenia na budowę wydano „w ostatniej chwili”, choć Park Dębnicki ma taką historię, że gdybym to ja dopuścił do jego zabetonowania i pogrodzenia, spaliłbym się ze wstydu.

Ale o tym później, bo na spacer poszliśmy dlatego, że obok tych apartamentowców zrobiono plac zabaw. To jego chciała pokazać mi Babcia, bo choć wiele już w życiu widziała, to akurat to nie bardzo mieści się jej w głowie.

Plac zabaw znajduje się bowiem w parku, ale nie jest dostępny dla dzieci bawiących się w parku. Nie jest, bo plac zabaw w Park Avenue od parku odgradza płot. Płot albo raczej płotek. Ten jest bowiem na tyle niewysoki, że z całą pewnością nie ochroni przed złodziejem. Ale jednocześnie na tyle wysoki, że rodzic z dzieckiem albo samo dziecko, raczej go nie pokona. I raczej na pewno także nie spróbuje, bo jest zrobiony tak, żeby wysłać sygnał: „plebs” zza płotu nie jest tu mile widziany.

Zresztą jak nie zorientują się sami, to rodziców i dzieci od płotu odgania ponoć stróż.

Zastanawiam się, co mają powiedzieć dzieciom rodzice, kiedy te pytają, dlaczego nie mogą się pobawić na tym placu zabaw – powiedziała Babcia po tym, jak pokazała mi plac zabaw. A ja pomyślałem też o czymś innym. O tym, co ludzie mieszkający w Park Avenue, którzy nie nauczyli się jeszcze życia w mieście, odpowiadają na pytania swoich dzieci, kiedy te chcą wiedzieć, dlaczego nie mogą się pobawić z kolegami oraz koleżankami z drugiej, parkowej strony płotu, gdzie urządzeń jest mniej, ale radości więcej.

Pomyślałem też, że to miejsce potrzebuje społecznej innowacji w postaci furtki.

A że znam kilka osób z zespołu miejskich innowacji – w tym jego wiceprzewodniczącego Marka Tobolewskiego – którym taka sprawa z pewnością będzie leżeć na sercu, to powyższy wpis oraz poniższe zdjęcie, kieruję do nich.

Drodzy! Skoro macie „ucho szefa szefów”, to pięknie proszę, spróbujcie coś z tym zrobić.

Nie może być tak, że plac zabaw w parku przynależy do apartamentowego getta, a nie do parku.

O placu zabaw pisał już Aleksander Gurgul i warto do jego tekstu zajrzeć. A później warto się przejść i zobaczyć miejsce, które symbolicznie oddaje to, co przez ostatnie kilkanaście lat zrobiono z Krakowem i co próbuje się ukryć za spektakularnymi inwestycjami takimi jak Arena lub ICE.

Trudno bowiem o lepszy przykład niż ogrodzony płotem plac zabaw w parku, który przynależy do
ogrodzonych płotem apartamentów, które nigdy nie powinny były powstać, bo w ich miejscu powinien być park, ale powstały, bo miasto zamiast działkę zagospodarować, straciło ją i nie zdążyło uchwalić planu zagospodarowania przestrzennego, który skutecznie ochroniłby teren. Zdążyło za to wydać pozwolenia na budowę, bo z tym zawsze zdąża.

A dopełnieniem tej beczki dziegciu jest historia Parku Dębnickiego, od którego inwestycję odgradza płotek i stróż.

Powstał on bowiem na terenach, które miastu podarowała rodzina Lasockich i zrobiła to specjalnie po to, by w tym miejscu powstał park. Działo się to ponad 100 lat temu. W czasach, gdy bogaci krakowianie myśleli jeszcze, jak miastu pomóc i przekazywali ziemię na parki lub sami je robili.

Dodaj komentarz

82 komentarzy do "Postawili w parku płot, aby ich dzieci nie bawiły się z waszymi dziećmi"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Tat
Gość

Skandaliczne to jest… place zabaw powinny być miejscem integracji lokalnej społeczności, a nie miejscem zazdrości dzieci spoza płotu… i to jeszcze w parku, który powinien być częścią wspólną.

g
Gość

Niech szanowny autor we własnym ogródku urządzi publiczny plac zabaw a nie dybie na cudzą własność prywatną i napuszcza jeszcze społeczeństwo.

Wiktor
Gość

Niech szanowny „g” podejdzie do „własnej” betonowej „własności”, rozpędzi się i pier….nie głową, zanim napisze kiedyś podobne bzdety….

TwojaDynia
Gość

Szkoda, że ludzie Pana pokroju nie potrafią odnieść się do faktów lub zamilczeć.

Jerry
Gość

Ale to będzie JEGO betonowa WŁASNOŚĆ i JEGO głową, więc niech robi sobie z nimi co chce. I wara komukolwiek. WARA!

g
Gość

Współczuję intelektu który uwidocznił się w tej „merytorycznej” odpowiedzi.

sss
Gość

Dzieci i jak widzę dorosłych należy przygotować, że świat jest trudny i bywa nieprzyjemny, że nie wolno nam wszystkiego.

D
Gość

Dzieci i dorosłych trzeba przygotować do tego, że jeśli ktoś robi coś co godzi w nasze społeczne wartości i jedyne co ma do powiedzenia jako usprawiedliwienie to „bo to moje” to należy podnosić protest i domagać się zmiany.

Anonimowo
Gość

Problem w tym, że to nie powinna być własność prywatna.
Smutne to, że ktoś pisze w taki sposób jak Pan/i „g”.
Albo smutne dzieciństwo się przytrafiło albo smutne życie dorosłego.:(

Mietek
Gość

Ale szanowny panie G, o to właśnie chodzi że to jest własność prywatna. A co się tyczy społeczeństwa to musi teraz pilnować władzy bo jak miastu zabraknie zieleni to pod młotek pójdą ścieżki i drogi, a to już będzie za późno na jakieś protesty społeczne… Ciekawe po ile będzie spacer po plantach

g
Gość

Trochę mało obiektywnych faktów, a dużo subiektywnej treści autora artykułu, dlatego trudno się odnieść do sposobu przejścia terenu w ręce prywatne. Nie wiem czy miasto sprzedało ten teren inwestorowi bez poszanowania prawa, czy może zwróciło zagrabioną przez uprzedni ustrój własność. Dlatego niech prokuratura/sąd się tym zajmie bo oni mają uprawnienia i instrumenty do zbadania sprawy. A ton tego artykułu nie służy dobru tylko napuszcza na siebie ludzi stojących po obu stronach rzeczonego ogrodzenia.

Teresa
Gość

Do p. g. Rzeczone ogrodzenie powstało zapewne w celu dzielenia ludzi, proszę więc przekierować swoje pretensje.

Dominika
Gość

Dużo tutaj komentarzy o napuszczaniu na świętą własność prywatną i o napuszczaniu ludzi na siebie przy jednoczesnym odwracaniu uwagi od tego że w niejasnych okolicznościach zabudowano park.

Renata GK
Gość

Ta cudza własność do Krakowa należała. A Ty szanowny pisarzu, chociaż byś się podpisał pod postem skoro to taka chluba się grodzić. Jak się chce w mieście dużym mieszkać, to trzeba sie pogodzić z przestrzenią publiczną. I nie jest ważne ile kasy sie ma. Na rynku głównym też się będziesz grodził w kawiarni żeby niepożądani goście nie podchodzili??

D
Gość

A to z kawiarniami to się akurat coraz bardziej dzieje i mnie to bardzo mierzi.

Konrad Myślik
Gość

Przepraszam, Pani Renato, chętnie się podpiszę pod moim postem. A Pani? Czy Pani przygotowana do tego sporu – czy tylko tak z rozpędu – jak pisał poeta – chowa się Pani „za jegrów kołnierzem”? To moja dzielnica, wychowałem się kilkaset metrów od tego miejsca – i spędziłem 40 lat życia, znam w niej każdy kamień i historię tych działek przez ostatnie sto lat. Tak się przypadkowo składa. Teraz czas na podpisanie się imieniem i nazwiskiem – i zaraz sprawdzimy, kto – i co wie w przedmiotowej sprawie. Śmiało…

Ro
Gość

O ile mi wiadomo ten teren byl przekazany na teren parkowy za darmo miastu zreszta stanowi jego intergralna czesc

Anka
Gość

No właśnie o tym pisał, źe ten teren dali prywatni na park. Niestety nowe mieszczaństwo niedawno przybyłe z terenów wiejskich nie rozumie na co przestrzeń wspólna. Dedykuję więc mu serię filmów z kultowym Kargul podejdź do płota jako i ja podchodzę…. choć obawiam się źe nie pojmie zamysłu reżysera

Konrad Myślik
Gość

Pani Anko? Czy była by Pani tak miła i podała niepodważalne źródło swoich rewelacji, ze AKURATNIE ten teren był ofiarowany miastu przez rodzinę Lasockich z przeznaczeniem na park? Bardzo bym prosił. Dla Pani wygody dodam, że mowa o działce 4/37 w tym obrębie.

anton
Gość

G jak g….. co?

elona1981
Gość

Na Dąbiu wspólnota przy Dąbskiej 18 zamknęła plac zabaw na klucz i opatrzyła napisem: „Plac zabaw dla wyłącznego użytku mieszkańców Nowe Dąbie 1 i Nowe Dąbie 2” córka często się chce tam bawić i rzeczywiście ciężko jest to jej wytłumaczyć.

Kami
Gość

A jak córka chce taki sam rowerek jaki ma dziewczynka obok to też nie potrafi jej Pani wytłumaczyć, że to cudza własność?

elona1981
Gość

Plac zabaw był przez ponad rok otwarty i dostępny dla wszystkich, dopiero po jakimś czasie pojawił się zakaz i córka nie mogła zrozumieć czemu kiedyś mogła korzystać z placu a czemu teraz nie, zwłaszcza, że plac zabaw naszej wspólnoty jest otwarty i dostępny dla wszystkich dzieci. Moim zdaniem dochodzi do niepotrzebnych podziałów. A dzieciom jest niepotrzebnie przykro.

beotia
Gość

Jeśli już metafor używać, to samo istnienie ogrodzenia jest czynnikiem dzielącym, odgradzającym, dezintegrującym, a więc i potencjalnie tworzącym antagonizm „my-oni”, potencjalnie napuszczającym jednych na drugich, nawet bez słów. Nie tak powinna wyglądać przestrzeń miejska. Śmiem twierdzić, że zaufanie społeczne, integracja, jedność są na dłuższą – i szerszą – metę wartościami nieporównywalnie cenniejszymi niż własność prywatna…

Grzegorz
Gość

Jeśli plac zabaw jest na terenie prywatnym to nie widzę w tym nic niewłaściwego.

Wiktor
Gość

Następny….

ila
Gość
Własność to nie tylko prawa ale i obowiązki. Własność nie jest świętością i podlega ograniczeniem ze względu na inne dobro, jakim jest np. integracja społeczna. Podejście do własności jako do świętości jest typową pozostałością po chłopskim rodowodzie naszego społeczeństwa. Grodzenie i bezwzględne dochodzenie „swego” jest charakterystyczne raczej dla wsi Lipce z „Chłopów” niż dla mieszkańców apartamentowca aspirujących do wyższej klasy średniej jak mniemam. A właśnie na nich przecież ciążą szczególne obowiązki wobec społeczeństwa. Doświadczenie „lepszości” nie pomoże ich dzieciom w życiu, bo lepszość owa jest zbyt mizerna wobec bogatych mieszkańców zachodu, zaś „gorszość” uświadamiana dzieciom zza płotu z pewnością nie… Czytaj więcej »
kasiaog
Gość

Własność terenu oczywiście uprawnia do takich decyzji, ale jak to się ma do tego co dzieje się w głowach DZIECI dla których przeznaczony jest ten plac! To nie jest prywatny parking, to plac zabaw, dla tych pseudo-lepszej-kategorii. I wiecie co? Mogę się zakładać, że będzie świecił pustkami. Ile jest tam mieszkań? W ilu będą mieszkać dzieci? Z kim się będą bawić? Na szczęście czasem widzę, że mieszkańcy sami idą po rozum do głowy i otwierają furtki.

Anonimowo
Gość

Ludzie wypuszczają s*ające psy i taki jest efekt. Ja nie chciałbym aby moje dziecko bawiło się na placu gdzie ktoś robi wychodek dla psa.

emu
Gość

I zapewne stąd brak furtki w płocie. Wybacz, ale twój argument jest inwalidą.

Wiktor
Gość

Tak… zapewne o psy tu chodzi….

Karo
Gość

A propos wstydu, developpera i bezmyslnosci nastawionej na ślepy zysk. Od strony Wisły w/w developer zasłonil istniejącym budynkom nie tylko widok ale i światło, postawili im pod nosem apartamentowiec, teraz powstaje kolejny, tak samo brzydki, stawiany bez sensu, tuż przy wale przeciwpowodziowym.. osoby odpowiedzialne za wydanie zezwolenia, sprzedaż, i projekt powinny zgodnie zasiąść na ławie sądowej..

Elspeth
Gość

Dzieci, dla których jest przeznaczony, się na nim bawią i nic im się w głowach nie dzieje. A co się dzieje we łbach okolicznego bydła, nikogo nie obchodzi.

Magsik
Gość

Bydla? A mowia, ze nie zyjemy w spoleczenstwie klasowym… Autor/ka komentarza, widze, z tego lepszego sortu 🙂 Dzieci pewnie tez uczy segregacji ludzi na lepszych i gorszych.

Nika
Gość

Pani kupiła za kredyt który będzie spłacać do końca życia male mieszkanko w betonowym ogrodzonym getcie i automatycznie jest tą z lepszego sortu. Reszta to dla niej bydło. Szczerze współczuję podejścia do innych ludzi.

kasiaog
Gość
Czasem warto zastanowić się w szerszej perspektywie: (za http://nowyobywatel.pl/2011/07/27/a-mury-rosna/) Rezydentka jednego z bogatych stołecznych osiedli skarżyła się, że musi na siłę organizować nastoletniemu dziecku sieć kontaktów, bowiem nie przewidziano miejsc sprzyjających integracji najmłodszych mieszkańców. Jest tylko pół boiska do koszykówki, tak usytuowanego, że gdy dzieci zaczynały grę, pogłos powodował telefon sąsiadów do ochrony. Kobieta wozi więc syna po całym mieście na różne zajęcia. Plac zabaw na osiedlach zamkniętych lub półzamkniętych okazuje się nierzadko wygrodzoną klitką, w obrębie której dzieci nie mogą swobodnie biegać. Jaki sens mają mikroprzestrzenie o ograniczonym dostępie? Prof. Jałowiecki: Dają poczucie pewności, że nasza pociecha nie spotka… Czytaj więcej »
Dan
Gość

Bydło? A czy to przypadkiem nie bydło się ogradza? Elspeth, to ty jesteś jesteś ogrodzona… I jak widzę mocno ograniczona

Marek
Gość

To jest teren prywatny mieszkańców Park Avenue. Jest ogrodzony i dla nie mieszkańców wstęp jest wzbroniony. Do własnego domu też wpuszczacie każdego menela? Mieszkańcy płacą za utrzymanie tego ogródka, więc jest jasne, że obcy nie mogą z niego korzystać.

Michal
Gość

Jesli w nie bylo tyle menelstwa,wandali to moze nie bylo by potrzeby sie odgradzac .Zgadza sie ze zamiast zorganizowac budowe placu autor poprostu marudzi.Niestac mnie Na mieszkanie tam nie stac a jak syn mnie spyta czemu nie moze sie tam bawic to powiem mu ze to prywatna wlasnosc i ktos sobie zbudowal i ze jak bedzie ciezko pracowal i sie uczyl kiedys to moze go bedzie kiedys stac Na taki plac.Moze to trudniejsza odpowiedz niz Bo tam mieszkaja zli Ludzie i niechca sie dzielic ale takie jest zycie.

$-$
Gość

A mnie akurat byłoby stać, na mieszkanie tam i mieszkam w podobnym miejscu. W życiu bym jednak nie powiedział tak mojemu dziecku, bo mogłoby wziąć sobie takie uproszczenie jako swoje motto. A życie jest jednak bardziej skomplikowane. Szczególnie, że ludzie potrafią komplikować tak proste rzeczy jak możliwość wspólnej zabawy na placu zabaw.
PS.
Chyba jako jedyny w mojej wspólnocie głosowałem przeciwko wszelkim ogrodzeniom, ochronom etc.

Anka
Gość

S-s więc współczuję sąsiadów.

wpDiscuz