„Szpeje, czyli sztuka codziennego absurdu”
Z Jagodą Pecelą i Łukaszem Baruchą można rozmawiać godzinami. Są parą w życiu i w tworzeniu, wspólnie prowadzą „Szpeje” — markę pełną humoru, dystansu i miłości do rzeczy nieoczywistych. W ich opowieściach odbija się Nowa Huta, retro duch PRL-u, absurd i ironia, ale przede wszystkim — ogromna radość życia.
Jak to się wszystko zaczęło?
Łukasz: Poznaliśmy się w niskiej klasy barze alkoholowym, przy Rynku.
Jagoda: Obsługa, nie klienci!
Łukasz: (śmiech) Tak, to ważne. Był czas, że się trochę tułaliśmy, a potem, jeszcze przed boomem nowohuckim, trafiliśmy do Huty. Chodziliśmy tu całymi dniami, tramwajem z miasta, po prostu – badać teren.
Jagoda: Bo tu było taniej, ciszej i… z wiatrem. Po Żabińcu, który był zabetonowany, to była zmiana o 180 stopni.
Łukasz: I wtedy zaczęliśmy myśleć, że mieszkanie to nie tylko cztery ściany, ale też to, co jest wokół — park, ludzie, rytm miejsca. Tak samo było z „Szpejami”. Nie planowaliśmy biznesu, tylko życie.
Od komputerów do kulfona
Jagoda: Pracowaliśmy wtedy projektowo, po 12 godzin dziennie, dla klientów. Wiesz, ta „branża kreatywna”, która z kreatywnością ma niewiele wspólnego. Robisz projekt, a ktoś ci odpisuje: to w lewo, to na czerwono, a tego powiększ.
Łukasz: No i człowiekowi się odechciewa. W końcu trzeba było „dupnąć” tym wszystkim i zrobić coś po swojemu. Tak powstały „Szpeje” — w 10 sekund decyzja.
Jagoda: właściciel baru, w którym pracowaliśmy, jeździł na targi staroci. I to nas zaraziło — te stare, dziwne przedmioty, które mają duszę i historię. Wtedy jeszcze nie było mody na vintage, więc kupowało się te rzeczy za grosze. Dziś wazony, które wtedy chodziły po 30 złotych, sprzedają się po dwa tysiące.
Łukasz: Zaczęło się od wycieczek na giełdy, a skończyło na tym, że nie mieliśmy już gdzie chodzić po domu. Więc zaczęliśmy sprzedawać, żeby zrobić miejsce na kolejne “szpeje”.
Wasze rzeczy to nie tylko retro. One mają… jajo.
Jagoda: Dokładnie! My w ogóle wolimy głupie rzeczy niż klasyczne. Mamy słabość do przedmiotów, które są absurdalne, pomysłowe, czasem kompletnie bezużyteczne, ale z wyobraźnią.
Łukasz: Uwielbiam tę kreatywną fantazję dawnych projektantów. Ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić plastikową butelkę na szampana, z której po otwarciu wysuwają się wysięgniki na papierosy. To jest przecież absolutny majstersztyk absurdu!Jagoda: I to jest właśnie nasz vibe – lekko ironiczny, ale życzliwy. Z humorem, ale nie złośliwie.
Skąd się wziął Kulfon?
Łukasz: Obudziłem się rano i jeszcze w łóżku powiedziałem do JAGODY ,,Muszę mieć Kulfona” Życzę każdemu takiego małżeństwa. Bo normalna żona powiedziałaby: „stary, powaliło cię”, a moja po prostu mówi: „robimy”.
Jagoda: No i zrobiliśmy. Tak powstają u nas wszystkie rzeczy. Bez wielkiego planu, z radości tworzenia.
Plakaty – druga noga waszego świata
Łukasz: Plakaty to moja miłość od dawna. Zawsze były w sklepie, ale dopiero pandemia zmusiła nas do wejścia w internet. Okazało się, że ludziom też tego trzeba — ścian pełnych koloru i uśmiechu.
Jagoda: Inspirujemy się Polską Szkołą Plakatu, ale dodajemy pozytywny kontekst. Nie chcemy moralizować, dołować. Chcemy, żeby ludzie patrząc na nasze plakaty, po prostu się lekko uśmiechnęli.
Łukasz: To jest klucz — lekki uśmiech. Taki, który pojawia się po sekundzie, kiedy ktoś „zatrybi”, o co chodzi.
A jak to jest tak razem – i w pracy i w życiu?
Jagoda: Inspirująco. I w trasie wymyślamy wszystko. Jedziemy z dziećmi, one śpią, a my w samochodzie knujemy nowe pomysły. Tak powstała masa naszych projektów!
Łukasz: Brak nudy to chyba nasz największy sukces.
A jak wygląda wasz dom? Pełen szpejów?
Jagoda: W granicach rozsądku (śmiech). Mamy awersję do nowych rzeczy, ale nie robimy skansenu.
Łukasz: W naszym domu wszystko się zmienia. Co jakiś czas przesuwamy meble, coś wymieniamy. Bo jak człowiek się nudzi, to trzeba ruszyć energię. Poza tym warto łapać dobre momenty kiedy się dzieją, a nie żyć przeszłością.
Nowa Huta – inspiruje?
Jagoda: Pewnie, że tak. Mieszkamy tu, więc wsiąka w nas ta estetyka – tablice BHP, stare kioski, geometryczne bryły.
Łukasz: Inspiruje, ale wkurza mnie mówienie o niej cały czas w czasie przeszłym i bazowanie na nostalgii. Twórzmy ją taką, żeby kiedyś ktoś za nią zatęsknił. Taką jaka jest teraz. „Kiosk z jajkami” na Centrum B to moje ulubione miejsce.
Jakieś plany na przyszłość?
Jagoda: Chciałabym wrócić do malowania, skupić się bardziej na autorskich rzeczach.
Łukasz: A ja staram się postawić na Jagodę. I mieć jeszcze drewniany dom z lat 80. I zostać gwiazdą heavy metalu.
Jagoda: I dobrze grać w ping-ponga.Łukasz: Koniecznie. KS Wanda Pany!
I to jest właśnie siła „Szpejów”
Świadoma codzienność, trochę absurdu, sporo humoru i ogromne serce do rzeczy, które mają historię. Ich świat to miejsce, gdzie Kulfon może być ikoną, a kiosk z jajkami — inspiracją do plakatu. Gdzie sztuka nie jest dla wybranych, ale dla każdego, kto ma w sobie choć lekki uśmiech.
Czytaj także:


















