Krakowianie jak Szwajcarzy. Władze jak Nazarbajew.

autor

Wiem. Miało już nie być. Na wytłumaczenie mam jednak tylko to, że to o igrzyskach, ale nie o zimowych i nie o tych w Krakowie. I to, że nie wytrzymałem. Wybaczcie.

No może trochę, bo referendum za milion zrobiło pijaru więcej niż Komitet za 10. Odrzucenie krakowskich igrzysk stało się bowiem historią, o której zdążyłem już przeczytać w NY Timesie, Slate Magazine, Vice, WLJA i zobaczyć w BBC, a na tym pewnie nie koniec. Wszędzie nieźle i wszędzie pojawiła się nazwa „Kraków”. I nawet tor bobslejowy nie był potrzebny. Wszystko dlatego, że nasze głosowanie wpisuje się w szerszy nurt.

Otóż cały demokratyczny świat rezygnuje z igrzysk. O tych zimowych wiemy wszyscy, znamy też wyliczankę złożoną z Gryzonii, Monachium, Sztokholmu, Oslo i… Krakowa, bo mieliśmy okazję słuchać jej bez przerwy od pół roku. O letnich wiemy mniej, ale i tam pojawia się problem, a niektórzy wieszczą, że MKOL może mieć problemy ze znalezieniem miasta, które będzie chciało organizować je w roku 2024. Z planów ubiegania się o imprezę zrezygnowały właśnie Nowy Jork oraz Filadelfia. W Nowym Jorku boją się, że przygotowania do igrzysk zakłócą planowy program rozwoju miasta i zwalczania jego problemów (sic!). W Filadelfii policzyli i powiedzieli, że za drogo.

Amerykański „Slate” piórem Joshy Keatinga pisze zaś tak: „Opinia publiczna staje się w końcu świadoma, że długoterminowe korzyści z organizacji wielkich imprez takich jak Igrzyska Olimpijska lub Mistrzostwa Świata. są na ogół w najlepszym wypadku pomijalne. To będzie powodować, że coraz mniej demokratycznych krajów będzie się o nie starać, a te, które się na to zdecydują, jak Brazylia, będą musiały stawiać czoła sprzeciwiającemu się społeczeństwu. Gdy chodzi o zimowe igrzyska, to za sprawą pogody i geografii, liczba potencjalnych gospodarzy jest mała (i z powodu zmieniającego się klimatu ciągle maleje), i problem będzie się zaostrzał. Coraz bardziej więc dzieje się tak, że jedynymi rządami, które ekscytuje perspektywa organizacji takiej imprezy są te, które nie muszą się martwić o opinię publiczną.

Dopóki osiągające kosmiczne poziomy koszty tych wielkich imprez, nie zostaną opanowane, to możemy oczekiwać o wiele więcej Chin, Rosji, Katarów i Kazachstanów, które będą je gościć.”

Nie wiem jak wy, ale ja wolę, żeby moje miasto było wymianiane w jednym szeregu z Monachium, Oslo i Sztokholmem, niż Pekinem, Ałmatami, Soczi i Dohą.

Chociaż w sumie wiem, bo to przecież pokazaliście. Krakowianie stanęli po lepszej stronie tej – wybaczcie, że się tak wyrażę – „żelaznej kurtyny”. Szkoda tylko, że krakowska władza, także ta „obywatelska”, woli stać po tej gorszej stronie.

Tags:

Komentarze

Dodaj komentarz

Ostatnie w kategorii "Miasto"

Rozwaliliście mi miasto!

W debacie publicznej lubię wyważone, racjonalne i nie emocjonalne argumenty. W Krakowie,
filipiny blog filipiny ceny siquijor island
Idź na górę