– Aleksander Miszalski uległ presji środowiska, które zachłysnęło się zwycięstwem i uznało, że „teraz miasto ma być już całkowicie nasze”, ale także presji tych, którzy pomogli mu wygrać te wybory. To niestety znajdowało odzwierciedlenie w mnożeniu różnych funkcji, obsadzaniu stanowisk i w częstym przyznawaniu bez specjalnych merytorycznych powodów etatów i kontraktów – mówi Bogusław Sonik…

















