Młodzież zniknęła z podwórek. Sport uprawia na konsolach

autor

Jan Cyniewski to były piłkarz, ceniony trener i pedagog, Grał m.in. w Hutniku i Wawelu Kraków. Prowadził m.in. Proszowiankę, Kabel i Clepardię. Z wieloma wywalczył awans do wyższych lig. Zapytaliśmy go o to, jak jest dziś z piłką młodzieżową i kulturą fizyczną w szkołach.

Pytanie mam panie trenerze takie: czy za 10 lat z polską piłką będzie lepiej czy gorzej?

Jan Cyniewski: Ciężko powiedzieć. Mnóstwo rodzin uciekło za granicę. Teraz był także niż demograficzny. Jedno i drugie wpłynie na przyszłość. Do tego nowe technologie odciągają dzieci od ruchu i rekreacji. A jest i tak, że im bogatsze społeczeństwo, tym mniej dzieciaki garną się do uprawiania sportu.

To przesłanki, że będzie gorzej. Co mówi, że będzie lepiej?

Zamiłowanie do piłki. To dyscyplina wiodąca. Przyciąga wielką widownię. Każdy sukces naszej reprezentacji lub klubów powoduje, że chłopcy inaczej na nią patrzą, od razu jest większy nabór. To jak z piłką ręczną. Była posucha. Pojawiły się sukcesy. Młodzież zaczęła grać w szczypiorniaka. Wpływ może mieć praca z młodzieżą w szkołach. Jeżeli zacznie się od podstawówki, zaszczepi się bakcyla od początku, to będzie przynosiło efekty. Jednak trzeba pamiętać, że w szkołach to nie musi być piłka. Tam ważny jest przede wszystkim rozwój ogólny.

A jak jest teraz w szkołach?

Jak kiedyś w piłkę nożną potrafiło grać 2/3 klasy, to dzisiaj potrafią pojedyncze osoby.

Dwóch umie grać

Jak kiedyś było dwóch takich, co zawsze szli na bramkę, to teraz dwóch umie grać?

Tak. Można ręcznik powiesić i będzie dokładnie to samo. To jest era komputerów. Byłem niedawno z pierwszą gimnazjum na górce. Wyobraź sobie, że jeden z chłopców nigdy nie siedział na sankach. Bał się na nie wsiąść i zjechać. Kiedyś wszyscy szaleli na sankach, łyżwach, to rozwijało. A jest dziś i tak, że dzieci są w kieracie. Jedne zajęcia, drugie, trzecie. Są zmęczone. Nic ich nie cieszy.

Czyli sport uprawiają, ale na konsoli?

Gry odciągają. Inna sprawa to duża rola trenerów w najmłodszych grupach. Zły trener potrafi zniechęcić. Dobry zaszczepi bakcyla. Dawniej do tego zawodu szli przede wszystkim byli zawodnicy. Ci zapisywali się na kursy, AWF, robili papiery trenerskie. Było wielu pasjonatów. Teraz obowiązują licencje. Te działają tak, że jak ktoś ma pieniądze, może ją zdobyć i założyć szkółkę. Bardzo modne zrobiły się różne akademie. One opierają się na pieniądzach rodziców, którzy płacą.

Ubyło pasjonatów, przybyło biznesu?

Moim zdaniem gros trenerów ze szkółek inaczej by się tym nigdy nie zajęło.

Wychowanie przez sport

Kiedy sport młodzieżowy staje się biznesem, to co dzieje się z jego rolą wychowawczą?

Ja się zajmuję raczej seniorami, ale przez lata trenowałem równocześnie młodzież.

Dużo pokoleń przeszło przez trenera ręce.

Wielu chłopaków, takich łobuziaków, wyprostowało się dzięki piłce. Nie wszystkich da się uratować. Musi być też współpraca rodziców, czynników jest wiele, ale wpływ trenera jest ogromny. Dużo można zrobić, pokazać pozytywne wartości, natłuc trochę dobrego do głowy. To zresztą czasami wraca. Jaką wielką radością może być mały SMS od takiego chłopaka z krótką wiadomością – „dziękuję trenerze”. W takim rozrachunku pieniądze schodzą na drugi plan.

Tylko jak rodzic musi wyciągnąć z kieszeni kilkaset złotych miesięcznie, to trudno do takiej szkółki czy akademii ściągnąć tych, którym mogłoby to pomóc.

Jest taki problem. Kluby zwykle starają się to jakoś rozwiązać. Zwalniają z opłat, ustalają symboliczne stawki. Nie wszystkie, ale są takie. Jednak jest i tak, że to działa także w drugą stronę. Bywa, że kiedy rodzic sponsoruje zespół, a chłopak jest słaby, to gra kosztem lepszych od siebie. Ja tego nigdy nie zrobiłem, ale są tacy, co robią. To krzywda dla tych, którzy trafiają na ławkę.

I fatalny sygnał wychowawczy. Mówiliśmy o wygranych Polaków, które ciągną na boiska. Ostatnio jest ich więcej. Takiej kadry nie mieliśmy od lat. Gdzie jest źródło tych sukcesów?

Duże część tych chłopaków kształtowała się poza granicami kraju. Sporo z nich, tak jak Lewandowski, umknęło skautom, którzy mieli ich pod nosem. Nie poznała się na nim Wisła. Nie poznała Legia. Dopiero Lech dał mu szansę. Ważne jest to, że więcej zawodników z Polski gra w naszej lidze. Jeszcze niedawno było przecież tak, że bardzo dużo było Brazylijczyków, Afrykanów, którzy kosztowali grosze i zabierali miejsce naszym piłkarzom. Teraz grają nasi, uczą się dzięki temu. Trafiliśmy też na dobre roczniki. To jest tak, jak w trampkarzach lub juniorach. Niekiedy przyjdzie grupa chłopaków i wszyscy są świetni. Rok później już jednak nikt nie potrafi grać.

Podwórko jest ważne?

Uczy techniki. Małej gierki. Są rzeczy, których żaden trener nie nadrobi. Był czas, że wszystkie podwórka były zapełnione. Teraz na boiskach więcej jest panów w średnim wieku niż młodzieży. Generalnie jest mniej dzieci. Kiedyś w piłkę grało, powiedzmy, pięć milionów chłopaków. Teraz może milion. 11 można z tego wybrać. Ale żeby wystarczyło ich na dobrą ekstraklasę, niższe ligi.

To już trudno.

Problem z „materiałem”

No dobrze. Ale tak słucham tego wszystkiego, co trener mówi i dochodzę do wniosku, że to stwierdzenie z początku, że trudno powiedzieć, jak będzie za 10 lat, było kokieterią. Żadnej przesłanki do optymizmu dotąd nie usłyszałem. Zadam je więc jeszcze raz w innej formie. Czy jak z tym, o czym mówimy, będzie tak jak teraz, to za 10 lat będzie z piłką lepiej czy gorzej?

Jak będziemy na takim poziomie jak teraz, to będzie dobrze. Ale sukcesów bym się nie spodziewał. Teoria treningu, metody idą naprzód. Jednak potrzebny jest „materiał”. A z tym jest coraz gorzej. Popatrzmy na to, że z krakowskich szkółek piłkarskich nie wyszedł ostatnio żaden piłkarz, który odgrywałby pierwszoplanową rolę w naszych najlepszych klubach. Kiedyś słynęliśmy z tego, że to krakusi stanowili trzon naszych zespołów. Decydowali o obliczu reprezentacji kraju. Teraz, jak w ogóle, to są pojedyncze przypadki. Nie wierzę, że w Krakowie nie ma zdolnej młodzieży. Mamy jakiś problem z piłką młodzieżową, ze szkoleniem, z selekcją. Znaczące jest to, że przez ostatnie lata największe postępy z polskich klubów zrobiła Legia. Wszystko dzięki zrobieniu akademii piłkarskiej z prawdziwego zdarzenia. Ta wypuściła wielu piłkarzy, którzy grali w pierwszej drużynie. Klub ich sprzedał. Zarobił pieniądze. Te zapewniły możliwość szkolenia następnych.

Zaczęło się kręcić. To wymaga jednak pomysłu i pracy.

Praca jest w piłce niezmiernie ważna. Pamiętam jak Lesław Ćmikiewicz przywiózł z Biłgoraja do Hutnika Kazka Węgrzyna. Na początku Kazek był strasznym drewniakiem, ale później była praca, praca, praca i praca. Wszystko co osiągnął, a doszedł do poziomu Ekstraklasy, zawdzięczał pracy. Teraz raczej jest tak, że wychowankowie dobrych klubów trafiają do niższych lig, i nie myślą o tym, żeby popracować, poprawić umiejętności i grać na wyższym poziomie, tylko pytają „za ile”.

Trzeba mieć motywację.

Jest nią możliwość zrobienia kariery, ucieczki z biedy, miejscowości. Wszystko to, co motywuje młodych ludzi, którzy mają trudny start. W PRL piłka dawała na przykład możliwość wyjazdu za granicę, zdobycia mieszkania, samochodu. To człowieka nakręcało do uprawiania sportu. W tej chwili dzieci mają praktycznie wszystko. Ktoś musi naprawdę chcieć, mieć dużo wewnętrznej motywacji do pracy tak ciężkiej, by ta umożliwiła osiągnięcie sukcesu. Musi to po prostu kochać.

W niższych ligach coraz ciężej

Poziom w niższych ligach spada czy rośnie?

Jest zdecydowanie słabszy niż był w przeszłości. Na zakończenie kariery, tam kariery, przygody z piłką, grałem w Broni Radom. Spadliśmy wtedy z drugiej ligi do trzeciej, ale z tamtego zespołu wypłynęło później kilku chłopaków. Wołowicz, Tomasz Dziubiński, Kupiec, Piotrek Zajączkowski, Rafał Siadaczka, który grał w reprezentacji. To pięciu piłkarzy, którzy trafili do Ekstraklasy. Później, kiedy prowadziłem drugą, trzecią ligę, miałem sporo zawodników, którzy mieli papiery na granie. Byli tacy, którzy poszli wyżej. Byli tacy, którym z różnych powodów się to nie udało.

Tak było. A teraz? Wskaże pan jednego piłkarza z krakowskich, małopolskich niższych lig, który ma papiery na to, żeby trafić do kadry?

Ciężko by było. Ciężko.

Znaczące.

W tej chwili w niższych ligach brakuje zawodników. Kilka lat temu w każdej wiosce dało się stworzyć drużynę. Teraz, żeby nie stracić zespołu, ściąga się chłopaków z Krakowa, bo nie miałby kto grać. Można się spodziewać, że wiele klubów padnie, bo skończy się dofinansowanie gminy, cokolwiek. Okaże się wtedy, że nie ma pieniędzy i jest pięciu do grania.

Kiedy patrzy się na naszą piłkę z perspektywy niższych lig, to czego trzeba najbardziej?

Rozmawialiśmy o akademiach. Szkółek jest mnóstwo. Jedna przy drugiej. Multum. Jednak zrobione jest to bardziej na ilość niż na jakość. To jest tak, że myśli się, żeby brać pieniądze od rodziców i jakoś to prowadzić. Kasa się zgadza, ale rzadko idzie za tym coś więcej.

Jak to rozwiązać? Centralny system szkolenia?

Ktoś musi przejąć za to odpowiedzialność. W wielu miejscach, zobacz choćby na Wisłę, ale przecież w Cracovii jest podobnie, tworzy się wiele grup, chociaż nie ma warunków do trenowania. Rodzice plączą się z dzieciakami po całym Krakowie. Raz tu. Raz tam. Niech to będzie wreszcie zrobione porządnie, żeby trenerzy mieli warunki, a nie tylko buzer i buzer. Brakuje też odpowiednich ludzi do szukania młodzieży. Kiedyś wyciągało się najzdolniejszych chłopaków z boisk i podwórek, i szlifowało ich talenty. Inna sprawa, czy w ogóle dałoby się ich znaleźć, skoro częściej niż na boiskach i podwórkach w piłkę grają na konsolach.

Jan Cyniewski – były piłkarz, ceniony trener, pedagog, Grał m. in. w Hutniku i Wawelu Kraków. Prowadził m. in. Proszowiankę, Kabel i Clepardię. Z wieloma wywalczył awans do wyższych lig.

Tekst pochodzi z Tygodnika Przegląd.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz