Coś tu śmierdzi! Czyli krótka rozmowa o krakowskim smogu

autor

Klamka zapadła. Zakaz palenia węglem w Krakowie zacznie obwiązywać od 2018 r.

Niestety nie jest jasne, czy w jego efekcie powietrze w naszym mieście stanie się zdatne do spożycia. Jasne jest natomiast, że antywęglowa impreza uderzy nas po kieszeniach i przykręci śrubę polskiej gospodarce. Choć idea na pierwszy rzut oka mogła wydawać się słuszna (i wydawała się niżej podpisanemu), to jednak wokół kampanii antysmogowej dość szybko narosło sporo wątpliwości.

Spróbowałem je rozwiać w rozmowie z profesorem Bronisławem Barchańskim z Wydziału Górnictwa i Geoinżynierii na AGH w Krakowie.

 

Od września 2018 r. w Krakowie nie będzie można palić węglem. Odetchniemy świeższym powietrzem?

Prof. Bronisław Barchański: W mniejszym stopniu, niż mogłoby się wydawać. W gruncie rzeczy nie jest jasne, jakie czynniki odpowiadają za wysokie stężenie pyłów w krakowskim powietrzu. Na przełomie lat 80. i 90. w Krakowie było ponad 100 tys. pieców, obecnie jest ich ok. 30 tys., czyli prawie czterokrotnie mniej, a pyłów od tamtego czasu jakoś nie ubyło. Dodatkowo węgiel w ciągu ostatnich dwóch, trzech dekad został znacząco uszlachetniony, co wpłynęło na zmniejszenie ilości pyłów pochodzących z jego spalania. Zmieniono również konstrukcje pieców w taki sposób, aby emitowały mniej zanieczyszczeń. Po uwzględnieniu powyższego wydaje się, że obarczanie węgla winą za wzrost stężenia pyłów w krakowskim powietrzu jest nieuzasadnione.

 

Może zbyt dużo uwagi poświęca się węglowi, a zbyt mało temu, czym faktycznie pali się w piecach?

Bo nikt nie zadał sobie trudu, by to jednoznacznie ustalić. A w domowych piecach spala się wszystko, co da się spalić: opony, buty, tekstylia. Biedni ludzie palą czym bądź.

 

I nikt nie próbuje temu zapobiec. Straż miejska szuka łatwych łupów na pechowych kierowcach i niespecjalnie pali się do odwiedzania domów, w których „utylizuje się” opony.

I to się nie zmieni po wprowadzeniu zakazu. Bo poza tym, że sprawa jest nie do końca przemyślana i zweryfikowana od strony naukowej, istnieje również problem realności wyegzekwowania tego zapisu.

Jak sobie Rada Miasta Krakowa i pan prezydent wyobrażają, że będą specjalne oddziały chodziły i sprawdzały, co kto pali? No przecież Polak potrafi. Nie zlikwidują mu tego pieca na siłę. Mogą go zachęcać, dopłacać, ale on i tak będzie palił, czym będzie mógł, bo to zależy od jego kultury bycia, a przede wszystkim od warunków finansowych.

Przy 30 tys. pieców kaflowych w tym mieście, ile by trzeba było służb, żeby sprawdzać przestrzeganie zakazu? Przecież gość nocą będzie palił, nikt nie będzie widział.

 

Może groźba wysokich kar zadziała?

Nie ma takiej możliwości. Dyskutowaliśmy na ten temat w gronie starszych panów. Za Niemca karą śmierci grożono tym, co handlują rąbanką, nie kolczykują świń i tak dalej. I nie wyegzekwowali zakazu – handel prosperował. Kontrola może być wyrywkowa, ale nie da się problemu rozwiązać.

 

Wróćmy do tego, co „wisi” w krakowskim powietrzu – jak to stwierdzić?

Nasza uczelnia rozpoczęla badania w tym zakresie, został powołany zespół bodajże trzyosobowy, który ma na celu identyfikację tych zanieczyszczeń. Sprawa jest relatywnie prosta, istnieją metody rozpoznawania, skąd dane zagrożenie pochodzi. Jak stwierdzili fachowcy, bo to nie moja branża, wystarczy rozmieścić ok. 500 czujników stosownej klasy w różnych punktach Krakowa, by to ustalić. Problem w tym, że te badania prowadzone są na pół gwizdka – nie ma kompleksowego planu działania, a służby współpracujące w tym obszarze nie mogą się dogadać.

 

Dlaczego?

Nie chcą, nie potrafią, nie wiedzą – wie pan, jak to jest.

 

A jakie źródła emisji mogą konkurować z węglem jeśli chodzi o generowanie zanieczyszczeń?

Choćby transport drogowy.

Niech pan rozważy trasę od Ronda Matecznego do Kleparza – rzadko kiedy można skorzystać z zielonej fali. A każde hamowanie, każdy start to wydzielanie się pyłów z klocków hamulcowych i ze ścieranych opon. I tych elementów ponoć jest zdecydowanie więcej niż tego nieszczęsnego pyłu z węgla.

Kraków jest potwornie zakorkowany, samochody nie jadą płynnie, hamują, ruszają – a to się przekłada na gigantyczną emisję zanieczyszczeń.

 

Dlaczego branża węglowa milczy w sprawie zakazu? Do 2020 r. ma nim zostać objęta cała Polska. Trochę dziwne, że nie słychać protestów.

Milczy, jako że, jak to się mówi, nie ma woli politycznej.

 

Jest natomiast wola polityczna, żeby ograniczać emisję dwutlenku węgla, bo Unia nakłada limity. To dlatego ograniczamy spalanie węgla?

My ograniczamy, a na przykład Niemcy wręcz przeciwnie, bo oni rządzą Unią, a my mamy niewiele do powiedzenia. U nas wydobywa się 60 milionów ton węgla brunatnego rocznie, podczas gdy za Odrą – 187 milionów. I to, z jakiegoś powodu, jest OK. W zeszłym roku Niemcy zwiększyli wydobycie o 6 proc. Oni na głowę wytwarzają więcej CO2 niż my. Ale przy tym modernizują swoje elektrownie. W tym momencie dochodzą do 50 proc. sprawności spalania, a my mamy 30-kilka. Dlatego teraz oferują nam swoje know how.

 

A my będziemy kupować, bo z węgla raczej nie zrezygnujemy. W końcu nie mamy go czym zastąpić.

Nie ma takiej możliwości. Jeżeli w Polsce 90 proc. energii pochodzi z węgla kamiennego i brunatnego, to nawet gdyby nam Rockefeller czy inny Rotszyld dał X miliardów na rozwój energii odnawialnej, wciąż niemożliwością będzie przejście w ciągu kilkudziesięciu lat na inne źródło zasilania. No bo co my produkujemy w tym pięknym kraju oprócz węgla i rolników? Jesteśmy jedną wielką montownią. Jeśli mamy coś, co zapewnia nam byt i nagle zmusza się nas do nieopłacalnej dywersyfikacji źródeł energii, to coś tu nie gra. Nikt nie wpadł na pomysł, żeby dywersyfikować u Francuzów, którzy mają 80 proc. energetyki jądrowej bądź Norwegów, którzy mają 90-kilka procent z energetyki wodnej. Nam z jakiegoś powodu każą, pod pretekstem zmniejszania emisji CO2, którym oprócz Unii nie przejmuje się nikt na świecie. I słusznie, bo nie istnieją solidne dowody na wpływ antropogenicznego dwutlenku węgla na zmiany klimatyczne. Niestety będąc w strukturach Unii, musimy się podporządkować narzuconym limitom, co w efekcie ograniczy naszą niezależność energetyczną.

 

To może postawimy wiatraki? Nie sprawdzą się jako substytut węgla?

Wolne żarty. Badania na ten temat dają dwojakie rezultaty. Zgodnie z jednymi bilans energetyczny w przypadku turbin wiatrowych wynosi zero. Bo energia włożona w pozyskanie rudy żelaza, wytop, obróbkę, budowę instalacji, konserwację itd., to są ogromne koszty. Z innych wynika, że bilans jest ujemny.

 

Ale Niemcy rozwijają taką energetykę.

Bo interes się musi kręcić, no i mają sposób, żeby uzależniać innych od swoich metod. Niemcy mają specyficzne warunki do rozwijania energetyki wiatrowej. W NRD wydobywano 300 milionów ton węgla brunatnego i obecnie jest tam mnóstwo nieczynnych odkrywek, ponadto na terenie wschodnich Niemiec były rozległe poligony. Według niemieckiego prawa te tereny muszą być poddane rekultywacji. A jedną z form rekultywacji jest umieszczanie na nich wiatraków i solarów. Nasi sąsiedzi są więc zadwoleni, że spełniaja wymóg rekultywacji terenu i jednocześnie w statystykach podają, że mają tyle a tyle energii odnawialnej. A ta energia bynajmniej nie jest darmowa, jak być może niektórzy sądzą. Ok. 80 proc. mocy wiatraków Niemcy mają ulokowane w elektrowniach szybkiego reagowania. Jak wiatr nie wieje, włączają guzik i uruchamiają do pracy elektrownię na gaz – i opowiadają, że mają zagwarantowane pozyskiwanie energii z wiatraków, ale gdy wiatr nie napędza turbin, korzystają z paliw kopalnych. Wiatraki to drogi interes. Trzeba je wybudować, a następnie mieć sieć rezerwową na okoliczność pogody bezwietrznej. Jeśli chodzi o Kraków, to uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby upowszechnienie ogrzewania elektrycznego. Wydaje się jednak, że w obliczu zakazu palenia węglem najbardziej realną alternatywą dla naszego miasta jest gaz. Tylko nie nasz, z łupków, bo ten – choć niedawno były go nieprzebrane ilości, nagle dziwnym zrządzeniem rozpłynął się w powietrzu – tylko ten z Rosji.

 

Wygląda na to, że oprócz krakowian, a docelowo wszystkich Polaków, na zakazie palenia węglem zyskają Niemcy i Rosjanie. My – wizerunkowo, oni – finansowo.

Na to wygląda.

 

kanaly_komunikacji_baner

Bezrobotny freelancer, wanna-be rastafarianin, autor bloga quasikulinarnego www.dietanakryzys.pl, rowerowy dystrybutor ekojajek gospodarstwa ekologicznego „Kurze Wzgórze” i właściciel dziesięciu owiec kameruńskich.

Dodaj komentarz

24 komentarzy do "Coś tu śmierdzi! Czyli krótka rozmowa o krakowskim smogu"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
aaa
Gość

nie sadzilem ze dopuscicie do „mikrofonu” jakis glos rozsadku – brawo! a to co sie zmienilo w ostatnich kilukdziesieciu latach to: duzo wiecej samochodow (nowe sa w miare czyste, ale stare dominuja) i zabudowywanie miasta (brak wietrzenia). dodatkowo bardzo duza czesc zanieczyszczen pochodzi niestety ze slaska

Redakcja Krowoderska.pl
Admin

Dopuszczamy każdy głos. Taki nasz urok. 😉

Grażyna
Gość

Dzięki za umieszczenie innego punktu widzenia. Cały czas mam wrażenie, że politycy umyli ręce uchwalając zakaz palenia. Odsunęli problem w czasie. Tak naprawdę nie interesując się jego rozwiązaniem. Na dodatek nasi włodarze pozwalają zabudowywać miasto nie wyznaczając deweloperom żadnych ram, nie określając warunków, nie mając wizji jak ma wyglądać miasto w przyszłości. Wkrótce będziemy mieć betonową pustynię, gdzie każdy skrawek (kawałki trawników?) będą zajmowały parkujące samochody. Nasze miasto coraz mniej nadaje się na to, żeby w nim mieszkać.

Anka
Gość
Po pierwsze – nie będzie zakazu w całej Polsce od 2020 roku – to była kaczka dziennikarska – wiele razy dementowana. Na prawdę moglibyście zadać sobie trud sprawdzania informacji, o których piszecie. Po drugie – twierdzenie, że węgiel w przeciągu ostatnich 20 lat został uszlachetniony naprawdę mnie rozbawiło. W 2004 roku Polska zniosła wszelkie normy jakościowe dla węgla. Przed 2004 rokiem nie można było sprzedawać odpadu węglowego – miału i mułu węglowego. Teraz można. Jest 2,5 razy tańszy niż węgiel dobrej jakości – wszyscy tym palą. Dla porównania, np. w Czechach sprzedaż miału i mułu węglowego jest zabroniona, właśnie ze… Czytaj więcej »
Grażyna
Gość

A kto prowadził takie badania? I gdzie są wyniki?

xyz
Gość
O tym, że zakaz w całej Polsce od 2020 to kaczka dziennikarska pisała chociażby „Polityka” (http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1558117,1,zakaz-opalania-weglem-swiezy-powiew-czy-zaczadzenie.read) a i sam ówczesny minister środowiska odżegnywał się od tego, jakoby miał takie słowa wypowiedziec – nie trudno to znaleźc… Zakaz w Krakowie był konieczny, o czym świadczyły chociażby niezależne ekspertyzy, nikt jednak nie postuluje wprowadzenia takiego rozwiązania w całej Polsce. Należałoby promowac OZE, wysokosprawne piece i wprowadzic normy na węgiel, bo wbrew temu co mówi pan prof. na rynku jest dostępny coraz gorszy asortyment, a ten lepszy jest eksportowany. A jeśli już Państwo tak narzekają na UE, to proszę nie zpominac, że Polska… Czytaj więcej »
ManiekG
Gość

nikt też nie mówi, albo nie czyta dokładnie chociażby stronki woj. małopolskiego gdzie jest odnośnik.. jak spalać właściwie paliwa – bo jeśli śmierdzi węglem i widać czarną chmurę to jest to brak wiedzy osoby obsługującej piec.. powietrze może być czyste nawet przy paleniu węglem! Są piece retortowe, dolnego spalania, a w starych można zacząć palić efektywnie – czyli „od góry”
http://www.malopolska.pl/Obywatel/EKO-prognozaMalopolski/Malopolska/Strony/poprawic-powietrze.aspx#spalanie-paliw

pcwik
Gość
ad. 1. TVN24, Polskie Radio, Bankier.pl, WP.pl, o „Fakcie” niewspominając – też sobie nie zadali, no i obstawili wyniki Google dla słów kluczowych w kwestii zakazu. Fakt, że ktoś coś zdementował, gdy zrobiło się zamieszanie, nie znaczy, że to coś było kaczką dziennikarską. Może ryzyko piarowe było zbyt duże i opłacało się „zdementować”? ad. 2. To, że Polska zniosła normy, nie znaczy, że węgiel nie został uszlachetniony. Na rynku może istnieć towar różnego sortu – zawsze można ograniczyć lub zbanować ten gorszego. ad. 3. Rozumiem, że to pytanie do prof. Barchańskiego. Tak czy siak – ja takiej pewności nie mam,… Czytaj więcej »
pcwik
Gość
„Zakaz w Krakowie był konieczny, o czym świadczyły chociażby niezależne ekspertyzy, nikt jednak nie postuluje wprowadzenia takiego rozwiązania w całej Polsce.” Ile było niezależnych ekspertyz, kto je wykonał i kto finansował? Jesienią zeszłego roku o takim postulacie było dość głośno. Mam wątpliwości, czy to efekt nieporozumienia, przesłyszenia się, niedopatrzenia bądź konfabulacji. Po nagłośnieniu tematu zakazu palenia węglem w Krakowie, pojawił się pomysł wprowadzenia go w innych miastach – na razie, faktycznie, chyba żadne z nich nie poszło śladem Krakowa. http://europa.eu/legislation_summaries/energy/european_energy_policy/en0003_en.htm „It is hoped that by 2050 renewable energies will completely replace carbon-producing energies.” Polska przeforsowała? A może kilku interesownych kolesi… Czytaj więcej »
brzoza
Gość

Znalezienie zestawienia porownawczego nie jest jakos specjalnie trudne: wystarczy wejsc na strone sieci monitoringu: http://monitoring.krakow.pios.gov.pl/iseo/ i tam wybrac raporty roczne – jest zle, ale sie poprawia!

Leoncio
Gość

http://monitoring.krakow.pios.gov.pl/iseo/roczny_main.php
Wystarczy wybrać raport roczny dla 2013. Dziwnym trafem jest silna korelacja pyłu z sezonem grzewczym. W maju i wrześniu chyba też stoimy w korkach

wpDiscuz

Ostatnie w kategorii "Miasto"

Rozwaliliście mi miasto!

W debacie publicznej lubię wyważone, racjonalne i nie emocjonalne argumenty. W Krakowie,
filipiny blog filipiny ceny siquijor island
Idź na górę